Czy nierówności społeczne są potrzebne?

Polecane: www.napromyka.pl

To pytanie zadają sobie ludzie od samego początku. Nierówności zdają się być nieodłącznym elementem naszego istnienia. Bez względu na epokę i miejsce wzbudza ono żywe dyskusje i niemałe kontrowersje. Nurtuje zarówno zwykłych, „szarych” ludzi  jak i wielkich myślicieli, naukowców i filozofów. Problem nierówności społecznych znajduje się także m. in. w centrum zainteresowań socjologii i to od samego początku jej istnienia...

Już Platon dostrzegał swoiste podziały klasowe i postulował zniesienie jakiejkolwiek własności prywatnej, w tym także rodziny-źródła egoizmu i partykularyzmu. Przewidział nawet liczne środki uniformizacji społeczeństwa, i to nie tylko w sferze obyczaju, ale też emocji i uczuć! Jednak w rzeczywistości i w jego wizja wcale nie było możliwe zupełne zniesienie nierówności – pamiętamy ów zalecany podział na warstwy społeczne (przynależność nie miała być co prawda dziedziczona, lecz nabywana) ze względu na wykonywanie obowiązków – każdy miał zajmować się tym, do czego się narodził i do czego ma uzdolnienia...

Wiele wieków później, w 1945 roku Kingsley Davies i Wilbert Moore sformułowali funkcjonalna teorię stratyfikacji, głoszącą, iż nierówność społeczna jest odwiecznym, nieodłącznym i koniecznym elementem wszelkich społeczeństw. Wg nich wszelkie funkcje społeczne mają różną doniosłość funkcjonalną, tzn. w rożnym stopniu zaspokajają wymogi funkcjonalne społeczeństwa, a także wymagają różnego rodzaju talentów i zdolności, a także kształcenia i treningu – te zaś związane są z ponoszeniem różnych kosztów i wyrzeczeń. Jedynym sposobem, by nakłonić ludzi to tych poświęceń są przywileje. Obsadzenie ważnych stanowisk społecznych jest niezbędnym warunkiem funkcjonowania każdego społeczeństwa. Zatem tylko istnienie nierówności społecznych zapewnia motywacje do kształcenia się niezbędnych dla społeczeństwa jednostek.

W tezach tych wyraźnie widać ideologię merytokratyczną. Zakłada również równy start dla każdego człowieka, co w praktyce jest przecież niemożliwe. Zdobywanie własnej pozycji społecznej jest zawsze w pewnej mierze powiązane z dziedziczeniem pozycji. Wysoka, uzyskana w którejkolwiek hierarchii stratyfikacyjnej pomaga na uzyskanie wysokich pozycji w innych (tzw. „akumulacja kapitału”). Natomiast gdy ktoś raz znalazł się w biedzie, pauperyzuje się coraz bardziej, dystanse się powiększają, często dochodzi do kryminalizacji ubóstwa. Dzieci z biednych rodzin nie mają praktycznie szans na odbicie się od dna i rozpoczęcie studiów, nie mówiąc już o zgromadzeniu tzw. „kapitału społecznego i kulturowego”. Najbardziej drastycznym przykładem może być głodująca ludność krajów Trzeciego Świata. Pomimo pomocy ze strony wielu państw świata wyprowadzenie ich z kryzysu wciąż wydaje się praktycznie niemożliwe.

Taka niezawiniona nierówność pojawia się np. przy podziale ze względu na płeć. Kobiety wciąż są dyskryminowane w pracy, a także w sferze obyczajowej czy też politycznej. Nie przynosi to żadnych pozytywnych skutków, przeciwnie-przynosi deprywację, poczucie niższości, stereotypy, wykorzystywanie itp.

Podobnie jest z podziałami etnicznymi – nawet dziś, wśród szczytnych demokratycznych haseł równości pojawia się dyskryminacja rasowa. Mało tego, przynależność do jakiejś grupy etnicznej może zadecydować o całym życiu – bycie Żydem czy Cyganem wciąż spotyka się ze społecznym potępieniem, stereotypami etc. Uchodźcy i imigranci (zwłaszcza ci nielegalni) uważani są często za margines społeczny, traktuje się przedmiotowo bądź to jako tania siłę robocza, bądź wydala się ich z kraju, w którym szukają schronienia jako swoiste „społeczne odpady” obciążające budżet państwa i utrudniające rozwój gospodarczy.

Istnieją jednak sfery życia, w których nierówności społeczne są wręcz pożądane. Pierwszą z nich może być ekonomia i ta „niewidzialna ręka rynku”, ta nieustanna gra, wyścig szczurów napędzający gospodarkę. Bardziej przekonującym na rzecz nierówności może być argument, iż gdyby wszyscy byli absolutnie równi, nie mogłyby istnieć stosunki nadrzędności i podrzędności pomiędzy jednostkami, a wiec nie mogłaby istnieć jakakolwiek władza zwierzchnia.

Nie miałby wtedy kto pokierować państwem i społeczeństwem, nie byłoby żadnej kontroli społecznej, świat pogrążyłby się w absolutnej anomii i chaosie funkcjonalnym - wszelkie systemy normatywne zatraciłyby sens, każdy robiłby co chciał. Prawdopodobnie doszłoby do wojny „wszystkich ze wszystkimi”, co paradoksalnie mogłoby doprowadzić do jeszcze większych różnic i podziałów.

Za istnieniem umiarkowanych różnic przemawia również klęska, a raczej późniejsze wypaczenie założeń ideologicznych Marksa i innych myślicieli. Same postulaty miały przecież na celu zrealizowanie idei równości, nie tylko w sensie ekonomicznym. Jednak historia ukazała okrutne oblicze człowieka –tyrana, który szczytny program ‘nagiął” i wykorzystał na własny „pożytek”...

Wreszcie, gdyby nie nierówności społeczne i wyrastające z nich niezadowolenie, nie byłoby żadnych ruchów społecznych, ani rewolucji, które są przecież jednym z głównych źródeł zmiany i rozwoju społecznego.
Tak więc nierówności społeczne są potrzebne, ale pod jednym warunkiem; nie mogą to być nierówności ostre, skrajne, krzywdzące i łamiące prawa człowieka. Niesłuszne są wiec wszelkie podziały etniczne, podziały na ekstremalnie bogatych i ludzi żyjących w zupełnej nędzy, prowadzącej do śmierci. Nie na miejscu są też nierówności związane z tzw. „gender”, czyli dyskryminacja ze względu na płeć. Inny, zły przykład to dyskryminacja ze względu na pochodzenie. Na mechanizmy związane z nierównościami ogromny wpływ ma polityka państwowa-dopóki państwo stara się zwalczać te negatywne odmiany nierówności, a mądrze wykorzystywać dobre, zważając przy tym na prawa człowieka, społeczeństwo ma szansę poprawnie funkcjonować.


O autorze

Lila

Obywatelka Świata. Po prostu.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest konieczne oznaczone są symbolem *

TEST